Mieszkanie z teściami po ślubie

„No dobrze, ale po co mielibyście gnieździć się w wynajętej kawalerce? Przecież tu u nas macie na górze trzy duże pokoje, to nie będzie nawet problemu kiedy dzieci się pojawią. My się przeniesiemy na dół, do gabinetu, nawet łazienkę mielibyście własną! Opłaca się wam?”

I jak tu odmówić? Czy w ogóle powinno się odrzucić taką ofertę? Przecież wiadomo, że własne mieszkanie z nieba nie spada. Przy średnich zarobkach wcale nie jest o nie łatwo, a co dopiero gdy pojawiają się dzieci – finansowa studnia bez dna. A tu mamusia z tatusiem kuszą. Może to nie jest taki zły pomysł? Niby tyle dowcipów o teściowych, teściach, ale przecież o blondynkach też dowcipy się opowiada. Czy mają one jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości? Co najwyżej utrzymują w społeczeństwie głupie stereotypy.

Dlaczego w takim razie wszyscy tak to mieszkanie z rodzicami odradzają? Nie mógł się nadziwić mój znajomy, który szukając jeszcze towarzyszki życia, planował mieszkanie z mamą i braćmi. Mama była przecież taka tolerancyjna i mało wtrącała się w jego życie. Z braćmi można było sobie pożartować. Na szczęście gdy pojawiły się problemy, których przecież nie miało być, nie kłócił się zbytnio i z ciężarną żoną, nie zwlekając ani chwili, poszukał mieszkania na wynajem.

OPUŚCIĆ RODZICÓW?

Pamiętam swoją pierwszą małżeńską „kolędę”. Ksiądz wszedł, rozejrzał się po wynajętym okazyjnie mieszkanku, upewnił się co do stanu ludności… i pochwalił. „Bardzo dobrze, że jesteście na swoim. Nawet jeśli wynajęte, nawet jeśli trudniej będzie uzbierać na swoje. Nie macie pojęcia, jak bardzo małżeństwo rozwala takie mieszkanie u rodziców.” – stwierdził, mając przecież teoretyczne doświadczenie, również w postaci zwierzeń wielu małżeńskich par.

Bo to, że konflikty się pojawią, jest bardziej niż oczywiste. Oczywiste jest również, że małżonkowie powinni opowiadać się raczej po swojej stronie, niż rodziców. W takiej sytuacji ciężko jednak całkowicie odciąć pępowinę, szczególnie podczas niejasnych sytuacji. Łatwo tu o stworzenie, nawet nieświadomie, wspólnego frontu dziecka z rodzicem przeciw małżonkowi. A stąd już niedaleka droga do poważnych konfliktów.

Problemy kłębią się, gdy w małżeństwie pojawiają się dzieci. Jak bowiem bronić je przed rozpieszczaniem, kiedy babcia zjawia się przy nich dosłownie co chwila? Gdy dziadek zaczyna podważać polecenia rodziców albo podaje w wątpliwość ich metody wychowawcze? Nie trzeba mieć zresztą rodziców rodem z dowcipów o teściach żeby przy dzieciach nie pojawiły się w końcu problemy.

CZYLI POD ŻADNYM POZOREM NIE MIESZKAĆ Z RODZICAMI?

„No dobrze, a co jeśli matka nie daje sobie już rady sama? Oddać, bo zniszczy nam małżeństwo? Bez żartów!” – i rzeczywiście, istnieją wyjątki od reguły. Są takie sytuacje w życiu kiedy mieszkanie z rodzicami jest wręcz koniecznością, bo co zrobić kiedy zestarzeją się na tyle żeby wymagać od nas pomocy? Jeśli mieszkamy blisko, można na początku przyjeżdżać i pomagać. W miarę upływu czasu wzięcie do siebie matki lub ojca lub przeniesienie się do ich mieszkania może być konieczne. Nawet jeśli niszczy to komfort małżonków, komfort nie jest przecież najwyższą wartością. Przynajmniej nie powinien nią być.

Inaczej też sprawa ma się przy mieszkaniu czasowym, gdy zbieramy ostatnie pieniądze na mieszkanie albo czekamy na jego odbiór. Czasem również przy drobnych remontach. Warto jednak wyznaczyć graniczną datę i ściśle się jej trzymać, by pobytu nie przedłużać o kolejne miesiące czy nawet lata, a przedtem poważnie porozmawiać, wyznaczając małżeńskie priorytety, na wypadek konfliktów.

Czasem mieszkanie z rodzicami jawi się nam jako niezła i wygodna alternatywa, szczególnie jeśli nie mamy własnego mieszkania. Warto jednak dwa razy zastanowić się czy na pewno chcemy żyć w ten sposób? Czy lepiej może wybrać inne, nawet na pierwszy rzut oka trudniejsze rozwiązanie, żeby uniknąć wielu problemów i zachować dobre relacje z rodzicami?

zdjęcie: Rhendi Rukmana www.unsplash.com