Małżeństwo? Na  zdrowie!

Dr Linda Waite z University of Chicago  zajęła się oddziaływaniem małżeństwa lub samotności w życiu człowieka na jego zdrowie. Prześledziła informacje o zdrowiu, bagatela, ponad 8 tys. osób, biorących udział w wieloletnich amerykańskich narodowych badaniach „Health and Retirement Study”. Naukowcy wybrali dane z 1992 r., które dotyczyły roczników od 1931 do 1941 r. Badani mieli wtedy między 51 a 61 lat.

Dr Waite interesowała się tymi osobami, do których historii małżeńskiej miała dostęp. Znana więc była jej  liczba rozwodów, czas trwania związków i okresów samotności lub wdowieństwa. Druga część jej badań to prześledzenie historii zdrowia badanych: przewlekłe choroby, sprawność ruchową,  kondycję psychiczną.

Wyniki badań dr Waite jednoznacznie pokazały, że małżeństwo chroni, a nawet wzmacnia zdrowie. Korzystają na nim najbardziej  ludzie w średnim wieku. Druga zależność jest taka, że im dłużej pozostają oni w  stałym związku, tym lepiej  wpływa na  ich zdrowie.

Niestety nie dotyczy to zdrowia ludzi rozwiedzionych. Nawet ludzie żyjący samotnie byli w lepszej kondycji niż osoby rozwiedzione.  Są one zagrożone  o 20 proc.  większym prawdopodobieństwem zapadnięcia na choroby przewlekłe, takie jak nadciśnienie, schorzenia układu krążenia, cukrzyca, nowotwory, niż ci, którzy nigdy się nie pobierali. Zawarcie  kolejnego małżeństwa tylko o 8 pkt proc. poprawia tę statystykę. Rozwiedzeni i potem ponownie wchodzący w związek mają też odpowiednio o 23 i 19 proc. większe ryzyko niesprawności fizycznej na starość niż pary nigdy nierozdzielone oraz osoby samotne. Wejście w kolejny związek po rozwodzie chroni za to na pewno  psychikę – rozwodnicy w nowym związku od razu czują się lepiej i przestają cierpieć na zaburzenia nastroju.

Bycie kawalerem lub panną też niespecjalnie służy zdrowiu. Osoby takie  o 12 proc. ryzykują niesprawność na starość, oraz  o 13 proc. częściej mają  depresję niż małżonkowie. Ale co ciekawe, nie zapadają częściej na choroby przewlekłe. Okazuje się, że panny łatwiej znoszą samotność od kawalerów (ci z braku partnerki częściej wpadają w depresję). Kobiety także znacznie lepiej radzą sobie z wdowieństwem (mężczyznom taki stan zdecydowanie skraca życie), ale bardziej za to cierpią z powodu rozwodu czy separacji.

Z innych badań wynika też, że kobiety rozwiedzione więcej niż raz oraz mężczyźni, którzy weszli w związek we wczesnym wieku (poniżej 25. roku życia), mają słabsze zdrowie w podeszłym wieku. Najbardziej cierpi na tym serce. Choroby układu krążenia to najczęstszy skutek samotności i rozwodów. I  mężczyźni wypadają znowu tu gorzej.

Dr Waite tłumaczy, że rozwód tak mocno pogarsza zdrowie jednostki, gdyż  jest olbrzymim stresem – nawet dla tych małżonków, którzy go chcieli. Osoby rozwiedzione  czują się  gorzej podczas rozstania i bezpośrednio po nim, a na dodatek stają przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Muszą same wychowywać dzieci, ustalać opiekę nad nimi z byłym małżonkiem, z którym są często w konflikcie. Trudniej jest także utrzymać poprzedni poziom życia, a na dodatek spotykają się z nieprzychylną reakcją społeczeństwa.

Następny związek nie może tego w pełni zmienić, bo nowi partnerzy wnoszą w życie najczęściej swoje problemy:  dzieci z pierwszego małżeństwa, wobec których trzeba być macochą lub ojczymem, nowe relacje z teściami, zobowiązania finansowe z poprzednich związków, itd.

 

Jarosław Żukowski
blog: www.filemonibaucis.wordpress.com/

zdjęcie: sweet ice cream www.unsplash.com