Anatomia małżeńskiego kryzysu

O kryzysie można rozmawiać, debatować, analizować, lepiej jednak zobaczyć prawdziwy małżeński kryzys, aby zrozumieć go naprawdę. Przeczytajcie historię Ani. Ku przestrodze. Tak rodzi się małżeński kryzys…

Wieczór z firmą a nie z żoną

am na imię Ania, mam 30 lat, mamy jedno dziecko. Jesteśmy razem 6 lat. Wszystko było dobrze zanim nie zaszłam w ciążę. Bardzo źle czułam się w ciąży. Długo męczyły mnie mdłości, miałam wahania nastrojów, często płakałam lub chodziłam zła jak chmura gradowa. Urodziła się córeczka i nie było lepiej. Wcześniej pracowaliśmy oboje na etacie, zarabialiśmy dobrze i nie mieliśmy kłopotów finansowych. Gdy córeczka skończyła rok mąż nagle oznajmił mi, że chce założyć swoją firmę, że to jego pasja i że on chce spełniać swoje marzenia. Na początku cieszyłam się, kibicowałam mu, nie widziałam w tym nic złego. Mąż wracał do domu z pracy etatowej, zjadał obiad i leciał do swojej firmy. Wracał do domu późnym wieczorem, około dwudziestej – dwudziestej drugiej. Mijały miesiące. Najpierw zaczęło mnie irytować to, że cały dom został na mojej głowie: zajmowanie się dzieckiem, zakupy, pranie, gotowanie i tak dalej. Wracałam do domu z siatami pełnymi zakupów a sąsiedzi niby żartem pytali, dlaczego mężatka dźwiga sama takie ciężary. Mąż wychodził ze swojego warsztatu wtedy,gdy już wszystkie sklepy były pozamykane. Dźwiganie kilkunastu kilogramów zakupów na trzecie piętro bez windy stało się więc moim obowiązkiem.

Coś, co wypełnia pustkę

Później zaczęła mi doskwierać samotność. Czułam się jak kobieta, która sama wychowuje dziecko. Jak samotna mama. Wieczorem zasypiałam z małą w sypialni, mąż zaczął więc sypiać w salonie, wracał gdy my już spałyśmy. Wtedy zaczął do mnie przychodzić na kawę sąsiad. Zaczęło się od tego, że po prostu zalaliśmy jego mieszkanie i przyszedł podpisać dokumenty ubezpieczeniowe. Potem przyszedł o coś dopytać z tym ubezpieczeniem, później wpadł po prostu na kawę. Był miły, serdeczny i… zaproponował, że może dźwigać te zakupy za mnie bo nie może patrzeć jak się męczę. Gdy mąż był w pracy, sąsiad przychodził na kawę albo szliśmy z naszymi psami na spacer. Nie, nie było seksu, ale zauważyłam, że zaczęłam myśleć o kawalerze który mieszkał pod nami. Częściej niż o mężu.

Pytania o przyszłość

Po roku dotarło do mnie, że moje małżeństwo przeżywa kryzys. Chciałam być w ramionach sąsiada, a nie męża. Byłam zdruzgotana. Kochałam męża, ale to sąsiad dawał mi to, czego potrzebuje kobieta: uwagi, troski, miłego słowa, ciepła. Czasu! Sąsiad miał dla mnie czas. Mąż – nie.

Co teraz? Teraz jestem w zawieszeniu, w rozterce. Nie chcę niszczyć rodziny, ale nie jestem w tym małżeństwie szczęśliwa. Czy ja nie mam prawa być szczęśliwa? Czy do końca życia mam zasypiać sama w pustej sypialni?

 
zdjęcie: Alex Iby www.unsplash.com